*****
szura kruchymi kulasami
wlokąc ostrze na ramieniu
wystające ze spiżowego drąga
smukła sylwetka
w czerni żałobnej
wijącej się
po mizernej gębie
oraz cherlawym korpusie
ma kościste łapy
chrupkie palce
i garbem porasta
w kielni dzierży listę
ze starowinkami
ladacznica w zmierzch
i posługę odziana
krąży, mija ludzi
mizdrząc się
lisim uśmieszkiem
bez zapowiedzi
posłuchu choćby
rozplata się nad
betami straceńca
urasta nad cielskiem
spoglądając nieckliwie
wali o podłogę
trzonkiem uciskanym
przeciągając po szyi
ósmego z listy
pokrótce rozpływa się
w czerni powstałej
zostając ostatnim
jego czekaniem
środa, 27 lipca 2011
Bóg (22.07.2011)
*****
Bóg jest po mojej stronie
głosi wyznawca wiary na ‘ch’
wzniosły jak Synaj
i jak Jordan rozciągły
żyj z dekalogiem
i nie z kiełbasą w Piątek
gnieć dłoń do dłoni
w marmurze z jałmużny
plotąc słowa znane
oraz wyczekuj
Go lub jej
ktoś pierwszy
Cię uprzedzi
wyznawca na ‘i’ zgrzytał
i rozprawiał: to nasz jest Bóg
bez wizerunku i twarzy
pacierze do murów
najlepiej bez wody i
strawy, dalej tam
skąd prorok uciekał
każdy pacyfistą, a
małżonki opatulone
wyczekują ‘miłości’
na ciele
między pokojem
a brataniem
z innowiercami
trzeci wyznawca na ‘j’
wyśmiewał przedmówców
mówi: mój Bóg jest prawdziwy
nikt równy naszym
dźwigaj tak Pięcioksiąg
od dziecka krew
między nogi
potem trzy żony
w sobotę zaoszczędzamy
na prądzie i wygodzie
a talerz wklęsły
może to z kłótni
zakazu z nosem
nie wiedzieli idioci,
czerwieniąc się i frustrując
że jedyny Bóg to ch-i-j
nic co czują
Bóg jest po mojej stronie
głosi wyznawca wiary na ‘ch’
wzniosły jak Synaj
i jak Jordan rozciągły
żyj z dekalogiem
i nie z kiełbasą w Piątek
gnieć dłoń do dłoni
w marmurze z jałmużny
plotąc słowa znane
oraz wyczekuj
Go lub jej
ktoś pierwszy
Cię uprzedzi
wyznawca na ‘i’ zgrzytał
i rozprawiał: to nasz jest Bóg
bez wizerunku i twarzy
pacierze do murów
najlepiej bez wody i
strawy, dalej tam
skąd prorok uciekał
każdy pacyfistą, a
małżonki opatulone
wyczekują ‘miłości’
na ciele
między pokojem
a brataniem
z innowiercami
trzeci wyznawca na ‘j’
wyśmiewał przedmówców
mówi: mój Bóg jest prawdziwy
nikt równy naszym
dźwigaj tak Pięcioksiąg
od dziecka krew
między nogi
potem trzy żony
w sobotę zaoszczędzamy
na prądzie i wygodzie
a talerz wklęsły
może to z kłótni
zakazu z nosem
nie wiedzieli idioci,
czerwieniąc się i frustrując
że jedyny Bóg to ch-i-j
nic co czują
nadzieja kobiety (21.07.2011)
*****
tyle nie rozumu w was
gapiów z ulicy, zwykłych
naciągaczy i słów bez pokrycia
dłoni - za przyzwoleniem
na twarzach popłoch
uda lepkie i twardy chuj
terkot na znudzenie
na skraju niechluj w bieli
upokarza znów
dwa wydechy między
zauroczeniem, a …
mężem, domem, psem ?
euforycznie
lub na wyczekiwanie
pi pi pi
to ankieter
tyle nie rozumu w was
gapiów z ulicy, zwykłych
naciągaczy i słów bez pokrycia
dłoni - za przyzwoleniem
na twarzach popłoch
uda lepkie i twardy chuj
terkot na znudzenie
na skraju niechluj w bieli
upokarza znów
dwa wydechy między
zauroczeniem, a …
mężem, domem, psem ?
euforycznie
lub na wyczekiwanie
pi pi pi
to ankieter
słońce (20.07.2011)
*****
4:20
zwleka słońce
z zegarkiem na ręku
z niecierpliwością
nie w miejscu
cienkie cirrostratusy
leją się jak mleko
rozciągają wrzesz, wzdłuż
4:35
kiełkują złote strumienie
z wielkiej żarówki
się panoszą niedorzecznie
wczoraj jak i przed
rozkładają się na obłokach
na blokach i bulwarach
12:45
marszczy czoło pracoholik
klnie przepocony listonosz
mizerny jak słomka w soku
powiekami uciska spojówki
na plecach krople i swąd dźwiga
łapy jakby w oleju babrał
14:45
że niby ktoś tam mówił
czy wiedział z TV – istne wesele
pff !
a wciąż kolejka za H2O
i w autobusach (w)odór
bez ulitowania
i w popołudnie kolejne
20:30
ławki i balkony kwitną
w ludzi 60+
- słyszałaś Jadźka kto urodził?
jak narzekają to z trosk
sąsiadów zazwyczaj
a w sweterki i apaszki
już odziane zdechlaki
20:45
gnije jak cytrus
dojrzałe niczym starzec
zeswatany z kostuchą
i znika w błękicie
ustępując miejsca
dziurawemu rogalowi
który choć dumny
i tak przepadnie
- o świcie
4:20
zwleka słońce
z zegarkiem na ręku
z niecierpliwością
nie w miejscu
cienkie cirrostratusy
leją się jak mleko
rozciągają wrzesz, wzdłuż
4:35
kiełkują złote strumienie
z wielkiej żarówki
się panoszą niedorzecznie
wczoraj jak i przed
rozkładają się na obłokach
na blokach i bulwarach
12:45
marszczy czoło pracoholik
klnie przepocony listonosz
mizerny jak słomka w soku
powiekami uciska spojówki
na plecach krople i swąd dźwiga
łapy jakby w oleju babrał
14:45
że niby ktoś tam mówił
czy wiedział z TV – istne wesele
pff !
a wciąż kolejka za H2O
i w autobusach (w)odór
bez ulitowania
i w popołudnie kolejne
20:30
ławki i balkony kwitną
w ludzi 60+
- słyszałaś Jadźka kto urodził?
jak narzekają to z trosk
sąsiadów zazwyczaj
a w sweterki i apaszki
już odziane zdechlaki
20:45
gnije jak cytrus
dojrzałe niczym starzec
zeswatany z kostuchą
i znika w błękicie
ustępując miejsca
dziurawemu rogalowi
który choć dumny
i tak przepadnie
- o świcie
nienawidzę tego stanu 'po' (11.07.2011)
*****
nienawidzę tego stanu ‘po’
tych wszystkim miejsc
w których się (nie)mijaliśmy
gorącego jeszcze łóżka
i pościeli wygniecionej
tej koszulki w szafie
i majtek za krzesłem
nie cierpię też par w mieście
gdzie jej miękną nogi
a jemu między nimi twardnieje
usta topią się jak deser
a każde słowo brzmi jak
sakramentalnie - tak
z cynizmem sobie radzę
póki to nie ktoś kogo kocham
nie znoszę również piosenek
tych o szczęściu na potęgę
i tych o burzliwych rozłąkach
piąty wers odtwarza się w głowie
a szósty dzwoni w prawym uchu
bywa że krzyczę do radia
- nie pomagasz !
- ‘I wonder if I'll ever see you again’
ani komunikatorów i portali
opisów z jakimiś kropkami, gwizdkami
komentarzy do płci przeciwnej
- nie ma tam opcji ‘zablokuj’?
każde zdjęcie, dodany post
rozprasza igrając z nastrojem
w sumie nie czuje się już samotny
zazdrość dba o mnie jak matka
czekaj !
Nie odchodź jeszcze
wiem że nie chcesz
daj mi rękę
i chodźmy daleko
od ludzi, ulic
rozmawiajmy
bo słowa
to największa
recepta na
pozostanie
nienawidzę tego stanu ‘po’
tych wszystkim miejsc
w których się (nie)mijaliśmy
gorącego jeszcze łóżka
i pościeli wygniecionej
tej koszulki w szafie
i majtek za krzesłem
nie cierpię też par w mieście
gdzie jej miękną nogi
a jemu między nimi twardnieje
usta topią się jak deser
a każde słowo brzmi jak
sakramentalnie - tak
z cynizmem sobie radzę
póki to nie ktoś kogo kocham
nie znoszę również piosenek
tych o szczęściu na potęgę
i tych o burzliwych rozłąkach
piąty wers odtwarza się w głowie
a szósty dzwoni w prawym uchu
bywa że krzyczę do radia
- nie pomagasz !
- ‘I wonder if I'll ever see you again’
ani komunikatorów i portali
opisów z jakimiś kropkami, gwizdkami
komentarzy do płci przeciwnej
- nie ma tam opcji ‘zablokuj’?
każde zdjęcie, dodany post
rozprasza igrając z nastrojem
w sumie nie czuje się już samotny
zazdrość dba o mnie jak matka
czekaj !
Nie odchodź jeszcze
wiem że nie chcesz
daj mi rękę
i chodźmy daleko
od ludzi, ulic
rozmawiajmy
bo słowa
to największa
recepta na
pozostanie
spowiedź (06.07.2011)
*****
pożyczyłaś na czas nieokreślony
- oddałaś !?
niby tak, przecież się uchował
ręce, nogi, głowa oraz tułów
niepokorny i cyniczny jak zwykło mu
oddycha, mówi, je i pije - się wie
nie więziony, nie skrępowany
otumaniony czy nieswój
bez nowych przyzwyczajeń
i nadzwyczajnych umiejętności
chleje jak chlał, klnie jak klął
i znika na całe noce z oczu
nie słucha ludzi i swego sumienia
oni też go - każdy ma swoje sprawy
wie sporo, przy piwie z kolegami
z przedmiotów , niewiele wiedział
Word i alfabet idealną pracą
bez umowy na rok i wynagrodzenia
jeszcze ciężko zipie po ostatnim
stygnie i wrze - to już bez znaczenia
ona nie chce, on nie umie
rok temu byliby do pozazdroszczenia
dziś mogliby zasiąść u Oprah’y
- oddałaś !?
niby tak - przecież jestem
pożyczyłaś na czas nieokreślony
- oddałaś !?
niby tak, przecież się uchował
ręce, nogi, głowa oraz tułów
niepokorny i cyniczny jak zwykło mu
oddycha, mówi, je i pije - się wie
nie więziony, nie skrępowany
otumaniony czy nieswój
bez nowych przyzwyczajeń
i nadzwyczajnych umiejętności
chleje jak chlał, klnie jak klął
i znika na całe noce z oczu
nie słucha ludzi i swego sumienia
oni też go - każdy ma swoje sprawy
wie sporo, przy piwie z kolegami
z przedmiotów , niewiele wiedział
Word i alfabet idealną pracą
bez umowy na rok i wynagrodzenia
jeszcze ciężko zipie po ostatnim
stygnie i wrze - to już bez znaczenia
ona nie chce, on nie umie
rok temu byliby do pozazdroszczenia
dziś mogliby zasiąść u Oprah’y
- oddałaś !?
niby tak - przecież jestem
whiskey (01.07.2011)
*****
wygrzebuje z barku szklankę
grube szkło o wzmocnionym dnie
niech spocznie na czarnym stole
błyszcząc się w świetle wolframu
niecierpliwy powtarzam czynność
ściskam szyjkę hebanowej butelki
odrywam stopy od ziemi, unoszę ją
pokonując opory conocnych pokus
oswajam szklankę z 40-ma procentami
kręcę kapselkiem o 360* w prawo
kieruję spoconą szyjkę ku szkłu
ciecz żwawo pokonuje dystans
i rozbija się o krągłości naczynia
źrenice rozłożyły się na tęczówkach
a oddech przyśpieszył jak u astmatyka
odwróciłem się ciągnąc za biała rączkę
na wprost czekały produkty z marketu
u dołu puszka z dużym napisem na ‘C’
dzierżąc ją uchyliłem półkę na dole
zabierając kostki uciskane przez pizze
wykonałem pięć kroków wstecz
oderwałem folię by wydostać lód
replay i już ściskałem zimne kostki
powoli spływały po ściance szklanki
topiąc się w morzu bursztynu
sycząc i uderzając o siebie
upajałem się tą iście epicką wizją
obejmując dno stopu cynku i aluminium
pociągnąłem palcem za cypelek
więziony gaz uleciał w powietrze
a ja przechylając puszkę zacząłem lać
wolno by nie uleciała żadna kropla
cola spływała przez mały otwór
dzieląc obszar z panem Danielsem
czułem już woń tych kilkuset mililitrów
uniosłem dno z zawartością ze stołu
z dumą chyląc ciecz ku twarzy
najpierw spływała po szkle
mocząc spragnione wargi
w spiekłej jamie ustnej
pływała uderzając o zęby
wreszcie z dozą nałogu
znikła w ciasnym przełyku
odetchnąłem zakochany
w smaku z którym nie
ma kłótni i rozstań
wygrzebuje z barku szklankę
grube szkło o wzmocnionym dnie
niech spocznie na czarnym stole
błyszcząc się w świetle wolframu
niecierpliwy powtarzam czynność
ściskam szyjkę hebanowej butelki
odrywam stopy od ziemi, unoszę ją
pokonując opory conocnych pokus
oswajam szklankę z 40-ma procentami
kręcę kapselkiem o 360* w prawo
kieruję spoconą szyjkę ku szkłu
ciecz żwawo pokonuje dystans
i rozbija się o krągłości naczynia
źrenice rozłożyły się na tęczówkach
a oddech przyśpieszył jak u astmatyka
odwróciłem się ciągnąc za biała rączkę
na wprost czekały produkty z marketu
u dołu puszka z dużym napisem na ‘C’
dzierżąc ją uchyliłem półkę na dole
zabierając kostki uciskane przez pizze
wykonałem pięć kroków wstecz
oderwałem folię by wydostać lód
replay i już ściskałem zimne kostki
powoli spływały po ściance szklanki
topiąc się w morzu bursztynu
sycząc i uderzając o siebie
upajałem się tą iście epicką wizją
obejmując dno stopu cynku i aluminium
pociągnąłem palcem za cypelek
więziony gaz uleciał w powietrze
a ja przechylając puszkę zacząłem lać
wolno by nie uleciała żadna kropla
cola spływała przez mały otwór
dzieląc obszar z panem Danielsem
czułem już woń tych kilkuset mililitrów
uniosłem dno z zawartością ze stołu
z dumą chyląc ciecz ku twarzy
najpierw spływała po szkle
mocząc spragnione wargi
w spiekłej jamie ustnej
pływała uderzając o zęby
wreszcie z dozą nałogu
znikła w ciasnym przełyku
odetchnąłem zakochany
w smaku z którym nie
ma kłótni i rozstań
Subskrybuj:
Posty (Atom)